Jak założyć sklep internetowy z kawą? – pytamy właściciela www.bogactwokaw.pl 
Na polskim rynku działa ogromna ilość sklepów internetowych oferujących kawę oraz akcesoria do przyrządzania kawy. Nic w tym dziwnego – polski rynek kawy jest wart wiele miliardów złotych, a w dodatku ta wartość co roku znacznie wzrasta. Stworzenie e-sklepu wydaje się być łatwiejsze i tańsze niż stworzenie kawiarni. Nie oznacza to jednak, że nie wiążą się z tym żadne wyzwania. O tym, jak stworzyć sklep internetowy, na co zwrócić uwagę i jakich błędów unikać, opowiedział nam Jakub Klekota, właściciel sklepu www.bogactwokaw.pl/  

Na początek pytanie z gatunku oczywistych: najlepszy (pańskim zdaniem) gatunek kawy to…  Czy jest to może słynna hawajska Kona?

Zdecydowanie tak. Mało kto wie, że właśnie na Hawajach rośnie najbardziej chyba niezwykła, a przy tym absolutnie wyśmienita kawa. Jest droga, ale zdecydowanie warta swojej ceny. Kona, bo tak nazywa się ten gatunek arabiki uprawiana jest na glebie pochodzenia wulkanicznego, wspaniale nasyconej składnikami mineralnymi i wszystkim tym, co kawie jest „potrzebne do szczęścia”.

 

A inne gatunki, które są na pańskiej „liście ulubionych kaw”?

Lista moich ulubionych kaw ziarnistych jest bardzo długa. Poproszę o jakieś łatwiejsze pytanie (śmiech). Na pewno warte polecenia są kawy z Ameryki Południowej oraz z Etiopii.

 

Z tych pierwszych, na pewno wymieniłbym brazylijską Doce Diamatina, Yellow Bourbon, kolumbijską Medellin Supremo czy też nikaraguańską Maragogype o największych ziarnach na świecie. Z kaw afrykańskich, a konkretnie etiopskich, poleciłbym Limu, Sidamo i Djimmah.

 

Ale tak naprawdę w każdym gatunku kawy jest coś, co może przykuć uwagę smakosza „małej czarnej”. Niezależnie od tego, skąd ziarna kawowca pochodzą. A pochodzić mogą prawie z całego świata: od Australii i Indonezji, po Burundi, Kenię, całą Amerykę Południową i Środkową, aż po wspomniane już Hawaje. Tak więc nie jest to tylko Brazylia, jak się powszechnie u nas sądzi.

 

Przejdźmy do początków sklepu www.bogactwokaw.pl? Dlaczego taka branża? Czy miał Pan wcześniej coś wspólnego z kawą?

Nie, nie miałem żadnych związków z tą branżą (poza „normalnym” piciem zwykłej kawy ze sklepu). Pracuje w branży IT, jako programista. Natomiast nie wiedzieć czemu, zawsze chciałem zajmować się właśnie kawą. Praca pomogła mi spełnić moje marzenie. Dlatego też postanowiłem połączyć wiedzę z zainteresowaniami i założyć sklep internetowy z kawą. Wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem. Uznałem, że taki e-sklep będzie na pewno łatwiejszy w prowadzeniu w niż kawiarnia. Tak mi się jednak tylko wydawało (śmiech).

 

Dlaczego zdecydował się Pan na ten biznes? Czy był jakiś konkretny bodziec?

Nie było jakiegoś jednego, decydującego impulsu. Widziałem, że rynek kawy się rozwija i ma jeszcze duży potencjał, więc lepiej zacząć teraz niż za kilka lat, kiedy ta przestrzeń będzie już lepiej zagospodarowana. Zakładałem też, że za jakiś czas wejście na ten trudny rynek może być bardziej skomplikowane.

 

Czy są jakieś firmy, które osobom takim jak Pan, marzącym o własnym sklepie, pomagają w rozkręceniu tego rodzaju biznesu?

Na pewno są takie firmy, ale z żadną z nich nie miałem kontaktu. Nie posiłkowałem się firmami zewnętrznymi. Sprawdzałem sam, jak ten rynek działa nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach, głównie u Naszych sąsiadów.

 

Skąd Pan sprowadza ziarna?

Wyłącznie z polskich palarni. Zastanawiałem się przez jakiś czas nad sprowadzaniem wypalonych ziaren z zagranicy, byłem nawet w tej sprawie w Hamburgu. Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma to większego sensu.

 

Dlaczego? Chodzi o koszty?

Same koszty odegrały raczej niewielką rolę w tej decyzji. Po prostu polskie palarnie oferują bardzo dobrą jakość produktu i równocześnie bardzo dobrą obsługę klienta. To nie wszystko. Czas od złożenia zamówienia do dostawy do mojego sklepu to 2 dni, natomiast w przypadku zagranicznej, na przykład niemieckiej palarni, trzeba doliczyć 2 dni. Niby niewiele, ale różnica jest.

 

Ile czasu zajęło uruchomienie pańskiego sklepu internetowego z kawą?

Od samego pomysłu do „odpalenia” sklepu minął mniej więcej rok. Dużo czasu trzeba było poświęcić na rzeczy drugorzędne, ale jednak ważne, takie jak wybór opakowań. Samo sprowadzenie opakowań zajęło mi dwa miesiące! Infrastruktura IT nie była dla mnie problemem, co było oczywiście sporym ułatwieniem. Domyślam się, że osoby, które nie mają wiedzy informatycznej, dużo nerwów, czasu oraz pieniędzy tracą na przygotowanie swojej internetowej witryny. Nie znaczy to, że nie popełniłem jakichś błędów albo że zrobiłem wszystko sam, ale na pewno było mi łatwiej niż ‚przeciętnemu Kowalskiemu’.

 

Czy 100 tysięcy złotych wystarczy, żeby założyć profesjonalny sklep internetowy działający w tak zatłoczonej branży?

Wystarczy jedna trzecia tej kwoty, może nieco więcej, żeby zapewnić sobie jeszcze pewien margines bezpieczeństwa.

 

Czy lepiej skorzystać z gotowych rozwiązań, przygotowanych z myślą o sklepach internetowych, czy raczej zbudować samemu wszystko, zupełnie od początku?

To drugie rozwiązanie jest zupełnie nieopłacalne. Sugeruję korzystanie z gotowych, opensourcowych rozwiązań, które się tylko dostosowuje do swoich potrzeb, takich jak na przykład SEO, program lojalnościowy, rodzaj płatności czy wybór dostawy.

 

A co Pan odradza?

Odradzam sieci marketingowe albo raczej doradzam daleko idącą ostrożność i wstrzemięźliwość, zwłaszcza przy sięganiu do własnego portfela. Reklamowe sieci marketingowe potrafią wyssać bardzo wiele pieniędzy, a efekty są mizerne czy wręcz niezauważalne.

 

Naturalnym etapem rozwoju w przypadku e-sklepu z kawą wydaje się być sklep stacjonarny – najlepiej połączony z kawiarnią. Czy ma Pan może już takie plany?

Tak, jestem właśnie na etapie tworzenia kosztorysu kawiarni. Lokalizacji jeszcze nie mam, ale na pewno będzie to Gdynia.

 

Również tym razem wszystko robi Pan sam?

W tym przypadku korzystam ze wsparcia firmy konsultingowej i zdecydowanie polecam takie rozwiązanie, chociaż to oczywiście trochę kosztuje. W przypadku osób bez doświadczenia gastronomicznego ryzyko, że zamówi się nieodpowiedni sprzęt, jest bardzo duże. Za duża czy za mała zmywarka, nieodpowiedni ekspres – koszty złych inwestycji są olbrzymie. Co więcej, nie dość, że olbrzymie, to jeszcze nieodwracalne. Przy zakładaniu kawiarni wydatków jest tak wiele, że trzeba się wesprzeć na poradach specjalistów, bo to i tak się opłaci.

 

„Idealna kawa powinna pochodzić z Brazylii i być wypalona we Włoszech” – często Pan to słyszy podczas rozmów z klientami? Czy takie tradycyjne preferencje są nadal silne?

Słyszę to zaskakująco często (śmiech). Uważają oni, że skoro kawa nie jest wypalona we Włoszech, to na pewno jest gorsza. Nie można się na takich klientów obrażać, tylko trzeba im wyjaśnić różnicę. Rynek się zmienia, więc pewnie za jakiś czas takie opinie będą rzadziej spotykane.

 

Czy polski klient jest lojalny?

Mam niskie ceny przy dobrej jakości, więc bardzo wielu klientów powraca. Oczywiście nie mam jeszcze pełnej wiedzy, bo sklep działa od kwietnia, a więc mniej niż pół roku. Dopiero po roku będę miał jako-taką wiedzę o tym, jacy są moi klienci. Widzę już jednak, że sprzedaż w sezonie letnim jest słabsza.

 

Kim są klienci sklepu bogactwokaw.pl?

Skupiam się na klientach otwartych na nowe smaki. Nie są to na pewno amatorzy typowych kaw marketowych, są to raczej osoby mające już ponadprzeciętną wiedzę o kawie. Uśredniając, moi klienci lubią kawy o średniej mocy, łagodne, z dosyć niską kwasowością. Takie kawy się najlepiej sprzedają, czy raczej sprzedawały, bo latem lepiej sprzedają się kawy bardzo lekkie. Ale mam też osoby przypadkowe, nie mające zbyt dużej wiedzy o kawie. Te osoby są ostrożniejsze, kupują mniej – jedną czy dwie kawy. Dla części z nich moje kawy wydają się drogie, bo są oczywiście droższe od tzw. kaw marketowych, muszę więc tłumaczyć, na czym polega różnica w jakości.

 

Co decyduje o wyborze kawy? Cena, renoma, smak…?

Głównym kryterium wyboru, nie tylko w przypadku kawy, jest cena. Jeśli pół kilograma jakiejś popularnej, tzw. marketowej marki można dostać w promocji za 40 zł czy nawet mniej, to porównanie z kawą lepszej jakości jest jednoznaczne. Ale wiadomo, że ceną z gigantami konkurować nie można. Pozostaje konkurowanie jakością.

 

Duże firmy dysponują funduszami na reklamę, które dla firm z segmentu speciality są całkowicie nieosiągalne.

Zgadza się. Te duże firmy mogą więc przekonać ludzi do tego, że kawa powinna tak właśnie smakować i tyle właśnie kosztować. Ja się z tym nie zgadzam, ale olbrzymia większość konsumentów po prostu nie wie, że kawa może inaczej smakować. Zresztą podobnie jest w branży piwowarskiej. Tam 90 % konsumentów pije tzw. piwa koncernowe, zamiast o wiele lepszych piw rzemieślniczych.

 

Jakie warunki sanitarne należy spełnić, aby handlować kawą? Jakie trzeba mieć jakie zezwolenia sanitarne?

Kawa przyjeżdża w dużych opakowaniach, a następnie jest konfekcjonowana. Dlatego właśnie mój sklep, tj. fizyczne miejsce, gdzie przechowuję kawę, musiało spełnić wiele warunków. Nie ma znaczenia fakt, że jest to tzw. spożywka sucha.

 

Czy są to warunki trudne do spełnienia?

Z perspektywy małego, początkującego sklepu te warunki były mocno wyśrubowane. I przy okazji dość kosztowne. Dla Sanepidu kawa to ‚spożywka’, więc sklep z kawą musi spełniać te same normy, co sklep oferujący inne produkty spożywcze, takie jak mięso czy mleko.

 

Czas na ostatnie pytanie: czy myśli Pan o własnej palarni kawy?

Kiedyś o tym myślałem, bo zapewne byłby to dobry argument w działaniach reklamowych, mógłbym tym przyciągać klientów. Muszę z tego jednak zrezygnować, ponieważ istnieją już doskonałe palarnie i w Polsce i za granicą. Doszedłem więc do wniosku, że będzie trudno się przebić i zakładanie tego biznesu byłoby (z mojej perspektywy) raczej pozbawione sensu.

 

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak zaprosić naszych czytelników do sklepu BogactwoKaw.pl

Gorąco zapraszam! I równocześnie ostrzegam (śmiech), bo prawdziwa kawa ma to do siebie, że naprawdę uzależnia. Kto raz spróbuje takiej, starannie wyselekcjonowanej, świetnie wypalonej kawy, bez żadnych dodatków, pochodzącej z ekologicznych upraw – nie będzie chciał pić nic innego. To nie slogan reklamowy. Tak mówią moi klienci, zwłaszcza ci stale powracający po nową dawkę aromatycznych ziaren…