Autor bloga popularcoffee.pl poświęconego tematyce kawowej zgodził się udzielić nam wywiadu – zapraszamy do lektury!

Czy jest szansa na to, że z popularnością bloga popularcoffee.pl dobijesz kiedyś do poziomu, jaki osiągnęli blogerzy kulinarni – których są w naszym kraju chyba tysiące?

(śmiech) Raczej nie jest to możliwe w najbliższej perspektywie…

Będziesz kiedyś równie popularny, jak bloger piszący o przysłowiowym kotlecie? Będziesz ‘blogerę’ kawowym?

Kawa aż tak bardzo nie interesuje ludzi. Niestety.

Ale kawa to bardzo popularny napój – regularnie pije ją zdecydowana większość Polaków.

Ludzie chyba traktują kawę bardzo użytkowo. Ma dać kopa, a jak smakuje – to jest kwestia wtórna, zresztą na ogół pijemy kawy z mlekiem, więc jej smak i tak jest mocno ukryty. Kawę pijemy w biegu, przed wyjściem do pracy, przed zajęciami. Z jedzeniem jest inaczej – nauczyliśmy się już chyba, że ma smakować, że może fajnie wyglądać, zostać fikuśnie podane i pokazane na fotografii. Są przecież programy w telewizji, które tylko jedzeniem się zajmują…

15 lat temu mało kto o jedzeniu w ten sposób myślał.

Zgadza się. Jest potężny boom na dobre jedzenie, zdrowe jedzenie, z jakimś pomysłem. Ludzie chcą sami przyrządzać przepisy, które widzą w telewizji czy kolorowych czasopismach. To już nie jest jakieś dziwactwo czy wstyd, żeby znać się na potrawach, przyprawach czy rodzajach obróbki jedzenia. Dwadzieścia lat temu facet mógł co najwyżej rozróżniać wódkę od whisky. Teraz od dżentelmena wymagamy zaawansowanej znajomości kuchni.

No i gdzie tu znajomość kawy?

To się zmienia, chociaż faktycznie powoli. Dobra kawa jest coraz bardziej popularna, aczkolwiek to zawsze będzie do jakiegoś stopnia produkt niszowy. Widzę jednak po statystykach na swoim blogu, że zainteresowanie rośnie.

Kiedy urośnie na tyle, aby dorównać popularności blogerów kulinarnych?

Śmiem twierdzić, że chyba nigdy. To nie będą tysiące wejść dziennie, przynajmniej tak długo, jak długo piszę tylko z myślą o polskich odbiorcach.

Mówiłeś o tym, że jedzenie można fajnie pokazać. Ale z kawą jest tak samo. Żeby nie szukać daleko przykładów – zdjęcia kawy czy ziaren kawy z twojego bloga.

Faktycznie, przykładam do tego dużą wagę, zapewne dlatego, że jest to związane z moim zawodem. Jestem fotografem, operatorem kamery, dla mnie rzeczy po prostu muszą być ładne. Wiem, że są osoby, które wchodzą na mojego bloga nie dlatego, że jakoś bardzo interesują się kawą, ale dlatego, aby sobie coś ładnego pooglądać. Jeśli podsumować naszą dyskusję o kwestii popularności, wydaje mi się, że kawa jest po prostu zbyt specyficznym produktem, aby zyskać aż tak dużą popularność.

Picie dobrej kawy, fotografowanie kawy i kawiarni jest hipsterskie? Nie boisz się takiego określenia?

Zawsze było mi daleko do tak współcześnie rozumianych hipsterów. Faktycznie to środowisko jest wyraźnie widoczne w branży kawowej czy raczej w jej segmencie speciality. Na tak zwanym Zachodzie już mniej jest to odczuwalne – tam branża się profesjonalizuje, więc udział tych ‘hipstero-drwali’ nie jest tak odczuwalny. Ale tam rynek kawy speciality istnieje dłużej, więc jest wiele osób, które z tego żyją, utrzymują się, traktują to jak przedsięwzięcie biznesowe, a nie jako element kreowania się. Hipsterzy poszukują tego, co oryginalne, jakościowe, więc ich obecność w branży kawowej to dobra rzecz. Ale to łączenie się świata kawy i hipsterów nie zawsze daje dobre rezultaty, co widać najczęściej w obsłudze klienta w kawiarni. Można to też zauważyć podczas zawodów… Jakiś czas temu Anna Oleksak na swoim blogu zwracała uwagę na ubiór podczas zawodów. Owszem, branża kawowa to nie jakieś sztywniackie korpo, ale przydałoby się nieco dbałości…

kawa

Co cię skłoniło do tego, aby zacząć pisać o kawie?

Trochę namowa znajomych, trochę własnej chęci. Gdy zacząłem się interesować kawą, to od razu miałem taki pomysł, ale stwierdziłem ‚ale właściwie po co, kto to będzie czytał’?. Miałem wątpliwości, bo nie jestem żadnym autorytetem – nie jestem baristą, w żaden sposób nie jestem związany z branżą kawową i raczej nigdy nie będę . Gdy zacząłem zgłębiać temat, zauważyłem, że niewiele jest w polskim internecie miejsc, w których można poczytać o tym, jak i jaką pić kawę, jak ją przygotowywać. Było tylko kilka blogów prowadzonych przez profesjonalistów. Treści były jednak bardzo nieregularnie dodawane, w dodatku były niezwykle hermetyczne, za trudne dla kogoś spoza pewnego wąskiego kręgu. Z drugiej strony jest mnóstwo miejsc, w których o kawie można przeczytać absolutne bzdury.

Chciałem zapytać o to, czy zamierzasz mieć kiedyś własną kawiarnię lub palarnię, ale sam już poruszyłeś tę kwestię.

Kawa jest dla mnie pasją, czymś, czym zajmuję się dla własnej przyjemności. Prowadzenie bloga wymaga mnóstwo czasu, a często także jakichś nakładów finansowych. Ale nie zamierzam robić z tego pracy i i porzucać mojego głównego zajęcia. Oczywiście gdzieś w tyle głowy mam myśl, że jest to jakaś alternatywa, gdybym z jakichś powodów musiał kiedyś zmienić pracę. Może wtedy podszedłbym do tego profesjonalnie, więc dobrze jest mieć taką opcję.

Ale fajnie byłoby na swojej pasji zarobić… Czy autor popularcoffee.pl zgodziłby się zostać tak zwaną ‚twarzą marki’?

Wtedy faktycznie mógłbym o sobie powiedzieć, że ‘jestę blogerę kawowym’ (śmiech). A na poważnie – nie mogę generalizować. Myślę, że na pewno warto być twarzą swojej własnej marki. Nie mam nic przeciwko temu, aby wspierać różne projekty. A gdybym dostał jakąś propozycję od firmy… Musiałbym się bardzo poważnie zastanowić. Nie wykluczam, że mógłbym się na to zgodzić, ale musiałaby to być firma, do której produktów mam pełne zaufanie.

Nie wymieniajmy może polskich firm, ale czy widzisz na świecie marki, z którymi podjąłbyś z przekonaniem współpracę?

W pewnym zakresie taką współpracę już nawiązałem. Opisuję, oceniam produkty, które dostaję do testów. Przykład: wagi Acaia, które bardzo cenię. Kiedyś o nich napisałem, zrobiłem zdjęcia. Oni to zobaczyli, zdjęcia im się spodobały, skontaktowali się ze mną, chcieli wykorzystać moje fotografie. Od tego czasu mam z nimi dobry kontakt, ich czarną wagę Acaia dostałem do oceny na parę miesięcy przed jej rynkowym debiutem. Tego typu działania więc już wykonuję i będę wykonywał, bo mój blog jest miejscem na informację o wszystkim, co dobre i związane z kawą, niezależnie od marki.

Kto cię nauczył robić kawę?

Jestem kompletnym samoukiem. Nigdy nie byłem na żadnym kursie. Na początku czerpałem wiedzę z internetu, szukałem informacji o tym, jaki ekspres do kawy kupić. Teraz oczywiście mam też możliwość zapytać się profesjonalistów, zobaczyć, jak coś robią. Nie mam papierów na to, że znam się na kawie (śmiech).

Czy zawsze piłeś dobrą kawę? Czy był okres, kiedy piłeś kawy typu ‚Trzy w jednym’?

Kawa rozpuszczalna zawsze mnie odrzucała smakiem i zapachem. Nie byłem w stanie jej przełknąć. Natomiast sama kawa, w ziarnach czy mielona, mnie pociągała. Miałem też to szczęście, że gdy byłem nastolatkiem, moi rodzice kupili automatyczny ekspres ciśnieniowy. Zresztą ekspres ten do tej pory działa i ma się dobrze, pracuje lepiej niż jego współczesne odpowiedniki. Dzięki temu od razu wszedłem na poziom nieco wyższy, a przynajmniej wyższy niż poziom kawy rozpuszczalnej czy zalewanej w szklance. Chciałem pić lepszą kawę – czy raczej to, co przez ‚lepszą kawę’ wówczas rozumiałem. Na studiach to było to, na co mogłem sobie pozwolić, jakaś mieszanka Maxwell House na przykład, robiona w kawiarce.

Dlaczego się na tym poziomie nie zatrzymałeś?

Nie miałem wprawdzie porównania, ale miałem jakieś poczucie, że to nie do końca to, że kawa może i powinna smakować lepiej.

Mieszkasz w Lublinie, opowiedz nam zatem o lubelskiej scenie kawowej.

Oprócz kawiarni jest także palarnia Kaffe 2009, która obsługuje sporą cześć lokali w naszym regionie. Ich ziaren używa chociażby Kap Kap Cafe pod kawy mleczne. Kaffe 2009 zaczyna eksperymentować z wypalaniem pod alternatywy, ale na razie są to niewielkie ilości. Ciężko je dostać, mi się zdarzyło raz pić ich kawę pod alternatywy, była dość dobra, ale niestety nie miałem okazji powtórzyć tego doświadczenia. O ile dobrze kojarzę, to jedynym miejscem w Lublinie nastawionym wyłącznie na kawę jest Kap Kap Cafe. Oczywiście mają też ciastka czy kanapki, ale to kawa jest tam najważniejsza. Jest Cafe Trybunalska, to miejsce jest bardzo popularne chociażby ze względu na lokalizację. Jest tam także piekarnia, jest restauracja, centrum konferencyjne, jest nawet hotel. Potężne miejsce, które kiedyś stawiało na kawę, a teraz już jest to raczej dziesiąty plan. Jest duża rotacja personelu i pracują chyba ludzie, którzy są przyuczeni do zawodu w jakimś tam podstawowym stopniu. W efekcie bywa różnie z poziomem, wyraźnie brakuje obsługi, która jest nastawiona wyłącznie na kawę. Szkoda, bo mają tam sprzęt i używają dobrej kawy.

Czy w pracy uważają cię za kawowego dziwaka? Chowają przed tobą saszetki z kawą ‚3 w 1’, kiedy wchodzisz do pokoju?

Oczywiście śmieją się ze mnie, bo wiedzą, że mam swój zdecydowany gust. Gdy jedziemy gdzieś w plener na zdjęcia, zakładają, że ja raczej kawy nie zamówię, prędzej poproszę o wodę czy o sok. Nie kryję się ze swoją pasją (śmiech), nawet w telewizji, w której pracuję zrobiono ze mną felieton na temat kawy. Jestem też dla ludzi z pracy źródłem wiedzy, czasami się dopytują, co kupić sobie czy komuś na prezent.

a2

Nawróciłeś’ kogoś na lepszą kawę?

Mam kilka drobnych sukcesów i jeden duży (śmiech). Mam jednego kolegę z pracy, który dzięki mnie się mocno kawą zainteresował i sam stał się kawowym geekiem. Zaczął kupować alternatywy, dobre kawki, wygląda na to, że razem wspólnie jakiś okołokawowy projekt zrealizujemy.

Jak sobie radzisz podczas służbowych wyjazdów z kamerą? Co bierzesz w plener?

Zdarza się, że wyjeżdżam na kilka dni, muszę więc sporo rzeczy zabrać, bo na dobrą kawę najczęściej nie ma co liczyć. Biorę młynek ręczny, do tego oczywiście sama kawa. A jeżeli chodzi o zaparzanie… Najczęściej jest to aeropress, w dużej mierze dlatego, że jest to sprzęt bardzo wygodny, wręcz stworzony na wyjazdy. Jest odporny, nic mu się nie stanie w torbie, łatwo go wyczyścić. Jeśli jednak wiem, że jadę gdzieś, gdzie będą nieco lepsze warunki, to zabieram także inne sprzęty, na przykład składany, silikonowy dripper Tiamo albo dripper ceramiczny.

Jaka jest twoja ulubiona metoda zaparzania?

Mam do dyspozycji chyba wszystko, w czym można zaparzyć kawę, więc wybór jest trudny… Jeśli dostaję nową kawę, to wśród metod alternatywnych zawsze zaczynam od V60. To jest dla mnie metoda wyjściowa, punkt odniesienia dla innych kaw. Oczywiście lubię też inne metody, testuję, ciągle poszukuję. Ostatnio zajmuję się manualnym dripperem Wilfa Svart, polecanym przez Tima Wendelboe i bardzo podobają mi się efekty.

Czy bycie wielbicielem kawy jest drogą rozrywką? Kupowanie kawy speciality to pewnie spora pozycja w twoim budżecie.

To prawda, to nie są niskie kwoty… ale na to zawsze się pieniądze znajdą (śmiech). Nie kupuję jakichś najdroższych kaw, staram się to dostosować do moich realnych możliwości. Na szczęście nawet jeśli jakaś kawa jest droga, to wystarcza mi na długo, bo w domu piję je praktycznie sam. Co prawda moja żona też pije dobre kawy, ale rzadko – sama sobie nie zrobi, czeka na mnie, a że mnie często nie ma w domu (śmiech).

Ile pijesz kaw dziennie?

Od zera do czterech. Czasami w ciągu dnia nie mam czasu ani okazji, aby sięgnąć po dobrą kawę. Paczka 250 g starcza mi więc na 2 – 3 tygodnie. Zdarzają się oczywiście kawy, które szczególnie mi smakują, więc wyjątkowo szybko znikają.

Czy jest poziom cen kawy, który uznajesz za zbyt wysoki – chociażbyś nawet wiedział, że tak droga kawa jest wyśmienita?

Oczywiście są kwoty, których nie jestem w stanie wydać. Sporo takich kaw pochodzi z Panamy. Chyba nie zdarzyło mi się zapłacić więcej niż 80 zł za paczkę 250 g.

To i tak sporo…

Zgadza się, staram się raczej trzymać pułapu do 50 zł. Chętnie kupuję kawy za 30-40 zł za 250 g, bo też potrafią być świetne.

kawa

Najlepsza kawiarnia na świecie i w Polsce to…

Na świecie – to właśnie sztokholmski Johann & Nystrom. Ze względu zarówno na smak kawy, jak i na atmosferę miejsca. Wygląd, jakaś taka przytulność, sposób pracy baristów i ich stosunek do klientów… Na pewno chciałbym odwiedzić parę amerykańskich kawiarni, takich jak Intelligentsia Coffee czy Stumptown. To są legendy, a przy okazji inny styl kawy, niż ten znany w Europie. Parę razy miałem okazję pić kawy z amerykańskich palarni i było to zawsze ciekawe doświadczenie, dlatego marzę o wyprawie za ocean.

A polskie kawiarnie?

Chociażby ze względu na lokalny patriotyzm mogę polecić lubelską Kap Kap Cafe. Bardzo lubię warszawskie Filtry. Nie jest tam jakoś wystawnie, to jest małe miejsce, ale bardzo dużo się tam nauczyłem, zwłaszcza od Patryka Szmeltera. Przez sam fakt, że siedziałem tam po kilka godzin, kiedy jeździłem w weekendy do filmówki na zajęcia, mogłem wiele rzeczy zasłyszeć i wiele rzeczy podejrzeć. Bardzo lubię także katowicką Synergię. Świetny lokal, z olbrzymim potencjałem sprzętowym, ładnie zaaranżowana przestrzeń. Lubię też Coffee Cargo Krakowie, ale ta kawiarnia już kończy swą działalność, przynajmniej w obecnej lokalizacji.

Najgorsza kawa w życiu Marcina Rzońcy…

(długi namysł)… Chyba wypieram ze świadomości tego typu wydarzenia. Piłem wiele niedobrych kaw, która z nich się najbardziej wybijała na minus? (ponownie długi namysł)… Chyba ta, którą wypiłem podczas wakacji w Rzymie. Mam wyrobione zdanie na temat włoskich mieszanek, moim zdaniem na ogół nie grzeszą one zbyt wysoką jakością. Ale skoro byłem we Włoszech, w przepięknym Rzymie… Byłem w sławnym Sant’ Eustachio, jednej z legendarnych rzymskich kawiarni, które każdy turysta musi odwiedzić. Kawa była potężnym rozczarowaniem. Spodziewałem się, że będzie niedobrze, ale nie myślałem, że aż tak niedobrze. Poniżej wszelkiego poziomu. Słaby wygląd, zapach, fatalny smak.

Ale jeśli się rozejrzałeś dookoła, to pewnie nikt nie marudził.

Tak, wszyscy wyglądali na niezmiernie zadowolonych. Są we Włoszech, w Rzymie, w legendarnej kawiarni, popijają świetną włoską kawę (śmiech).

A najlepsza kawa, którą miałeś okazję pić?

Najlepsza to ta, którą piję, kiedy jestem przemarznięty, zmęczony, po całym dniu pracy. Ostatnio byłem w górach, po całym dniu wędrówki mocno zmarzłem. Użyłem dobrej kawy, ale nie jakiejś najwyższych lotów. Okoliczności były jednak takie, że kawę uznałem za przepyszną.

Okoliczności sprawiły także, że bardzo dobrze wspominam kawę, którą wypiłem w kawiarni Johann & Nystrom w Sztokholmie. To był już listopad, ciemno, zimno, zamówiłem bodajże Kenię z aeropressu. Była tak niesamowicie aromatyczna, tak pięknie słodka, mnóstwo czerwonych owoców. Mimo, że to było dwa lata temu, nadal to wspominam.

Czyli sposób na ciebie jest prosty – musisz mocno zmarznąć.

Chyba tak… Muszę być odpowiednio zmęczony, duży kubek dobrej kawy działa na mnie wtedy relaksująco…

popularcoffee.pl

Gorąco zapraszamy do wizyty na blogu Popularcoffee.pl, prowadzonym przez Marcina. Na blogu, z którego zaczerpnęliśmy zdjęcia ilustrujące wywiad, znajdziecie mnóstwo przydatnych informacji – oraz jeszcze więcej fantastycznych kawowych zdjęć.

Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie kawy w 2015 r. najbardziej przypadły Marcinowi do gustu, możecie się zapoznać z artykułem Najlepsze kawy 2015 r. według Marcina Rzońcy