Kawa z ekspresów przelewowych nie ma w naszym kraju najlepszej opinii. Wśród miłośników dobrej kawy pozostają w cieniu ekspresów ciśnieniowych, a także – od niedawna – metod alternatywnych.

Floryda, USA, środek nocy, gdzieś na trasie do Orlando

Zjeżdżamy z autostrady międzystanowej numer 4, aby chwilę odpocząć od trudów podróży i, co najważniejsze, po porcję kofeiny, która nie pozwoli zasnąć w drodze do Orlando. Napotykamy przydrożną restaurację [ang. diner], taką, która na pewno wpisuje się w Wasze wyobrażenia o przydrożnym amerykańskim lokalu – elewacje stanowiły aluminiowe sidingi, w którym odbijały się refleksy świateł samochodów i neonowego napisu OPEN. Jest pusto, w tle rozbrzmiewa lampowe radio, które wydaje z siebie delikatne i tęskne nuty 12 taktowego bluesa w tonacji A – mol. Wnętrze i wyposażenie wskazuje, że lokal lata świetności ma już dawno za sobą. Dla tych niegdyś hucznych, pełnych przejeżdżających samochodów miejscowości, budowa autostrady oznaczała powolne zepchnięcie w zapomnienie. Warto zjechać od czasu do czasu z głównej drogi stanowej, aby poznać ostatnie enklawy dawnej Ameryki – trochę zakurzone, ale prawdziwe i przenikliwe. W lokalu panował półmrok i w pierwszej chwili nie skojarzyłem, skąd i od kogo usłyszałem słowa powitania. Dopiero, gdy moje oczy przywykły do półmroku, zobaczyłem białe zęby na tle czarnej jak smoła twarzy. Zamówiliśmy kawę i jak się później okazało, właściciel tego przybytku (nazwijmy go Jim) uprzedził, podając nieco już zużyte białe kubki, że będziemy musieli chwilę poczekać na świeżo zaparzoną porcję. Dyskusja na temat dalszego planu podróży skróciła nam czas oczekiwania i zanim zdążyliśmy się zniecierpliwić, lekko kaczkowatym krokiem zmierzał do nas Jim, niosąc pełny dzbanek kawy z wytartym, ledwie widocznym napisem BUNN. Absolutnie nic w tej historii nie byłoby warte umieszczenia w niniejszym tekście, gdyby nie aromat i smak kawy starego Jima. Warto podkreślić, że to wszystko działo się ładnych kilka lat temu i wtedy nie pijałem kawy świadomie i nie była ważną częścią mojego życia. Po drugim kubku byłem już zdecydowany wyrwać za wszelką cenę tajemnicę jego kawy. Gdy pochwaliłem jego napój i zapytałem trochę głupkowato: ,,Co to za kawa i co robi, że jest tak dobra?”, wtedy po raz pierwszy usłyszałem o świeżości kawy i o tym, jak ona wpływa na to, co czujemy i jak intensywnie doświadczamy jej smaku i aromatu. Nie ukrywam, że byłem trochę rozczarowany – oczekiwałem, że poznam jakiś tajemny składnik, magiczne zaklęcie Voodoo …, ale – cholera ….. świeżość kawy ……, co to za sekret?! Bezlitośnie zostawił mnie z moimi przemyśleniami i opowiedział trochę ze swojego długiego, burzliwego życia. Szkoda było opuszczać to miejsce – Jim był weteranem wojny w Wietnamie i po zwolnieniu ze służby otworzył – z nieżyjącym już wtedy przyjacielem – to miejsce. Miałem do niego setki pytań i zdawało się, że mógłbym tam siedzieć wieczność, słuchając jego opowieści i pijąc jego kawę … Trochę lat minęło od tamtych wydarzeń i na przestrzeni tych upływających lat kawa stała się ważną częścią mojego życia…

Pewnie wielu z Was dziwi się, że można zachwycać się kawą z ekspresu przelewowego. Na fali popularności ekspresów ciśnieniowych, zarówno kolbowych, jak i na wszelkiego rodzaju kapsułki, ale też od niedawna – metod alternatywnych – nikt już raczej nie myśli o ekspresach przelewowych. Niestety kawa z takiego urządzenia w naszym kraju nie ma najlepszej opinii. Każdy z nas chociaż raz spróbował starej, gorzkiej, pachnącej spalenizną kawy zaparzonej w niezbyt czystym plastikowym ,,czymś” Made in China. Takich opinii jest wiele i dlatego zdecydowałem się umieścić ten wstęp, by choć trochę Was zaintrygować. Kawa starego Jima była słodka z wyraźnymi nutami czekolady i karmelu o średnim gładkim body – w niczym nie przypominała kawy z ekspresu przelewowego, które miałem okazję pić wcześniej. Przyczyny takiego stanu rzeczy są co najmniej dwie: kawa i sam ekspres. Zaczynając od samego urządzenia, głównym grzechem ekspresów przelewowych jest centralne polewanie zmielonej kawy jednym, ciągłym strumieniem wody o temperaturze zbliżonej do wrzątku – część z porcji kawy, która umiejscowiona jest w punkcie polewania momentalnie ulega przeparzeniu, a kawa wokół osiada na ściankach filtra, nie biorąc początkowo udziału w ekstrakcji. Jeśli dołożymy do tego starą, zbyt ciemno wypaloną i źle zmieloną kawę, otrzymamy napar, który nie będzie się dało wypić bez dużej ilości mleka i cukru. Oczywiście nie można zrzucić wszystkiego na kawę i ekspres, bo najczęstszym grzechem użytkowników takich ekspresów jest zbyt długie trzymanie dzbanka na płycie grzejnej. Duże dzbanki w domowych ekspresach pomieszczą 1-1,5 litra kawy i często jest ona podgrzewana kilka godzin do całkowitego wypicia, a na ostatnie mililitry długo podgrzewanej kawy ciężko znaleźć amatora. Świeżość nie tylko tyczy się samych ziaren, ale także czasu od zaparzenia do spożycia – powinniśmy zaparzyć tyle kawy, ile w danym momencie potrzebujemy. Pisząc precyzyjnie, to ciepło generowane przez płytę grzejną nie powoduje przypalania się kawy. Aromat, a w efekcie smak spalenizny są wynikiem przyspieszonego dodatkowym podgrzewaniem rozpadu związków aromatycznych, co powoduje tworzenie się związków, które nasze zmysły odbierają jako coś spalonego.

Technivorm Moccamaster

Ekspres przelewowy Moccamaster KBG 741 jest odpowiedzią na bolączki i niedostatki, które krótko opisałem wyżej. Studiując materiały na stronie producenta i opinie użytkowników tego ekspresu, nie da się nie odnieść wrażenia, że każdy element urządzenia został przemyślany i co najważniejsze projekt uwzględnia wymagania, które należy spełnić, żeby zaparzyć słodką i pełną aromatów zbalansowaną kawę. Oprócz samego urządzenia firma Technivorm sprzedaje obietnice parzenia kawy w stabilnej i optymalnej temperaturze, które są zgodne z wymaganiami SCAE, SCAA oraz ECBC.

Moccamaster

Z ekspresami Moccamaster miałem już wcześniej styczność i z zadowoleniem odebrałem fakt, że będę mógł testować ekspres przez dłuższą chwilę w domowym zaciszu. Ekipa sklepu Konesso doskonale wie, że nawet najlepszy sprzęt nic nie znaczy bez dobrej kawy i wraz z ekspresem wyposażyli mnie w ziarna z brytyjskiej palarni Butterworth&Son: Colombia El Bolo i Ethiopia Yirgacheffe Gutitu Natural, które spotęgowały moją przyjemność z jego użytkowania.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_1

Budowa i jakość wykonania

Moccamaster serii 741, to już dojrzały produkt ewolucji linii ekspresów, których bezpośredni protoplasta wszedł na rynek w 1976 roku i który skupia w sobie doświadczenie zdobywane od początku działalności holenderskiej firmy Technivorm. Tradycja firmy nie tylko przejawia się w rozwiązaniach technicznych, ale daje o sobie wyraz we wzornictwie, który bezpośrednio nawiązuje do początków serii 741. Nie trudno dojrzeć w projekcie wpływów skandynawskich, co uzyskuje potwierdzenie w szerokiej współpracy holenderskiego producenta z Norwegią i tamtejszym Norwegian Coffee Association.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_2

Wizualnie całość sprawia surowe wrażenie i bryła urządzenia wraz z przełącznikami przywodzi na myśl stare poczciwe Volvo, na które może dziewczyn nie wyrwiemy, ale za to będzie nam służyć i dowiezie nas bezpiecznie do domu. Pomimo oczywistego nawiązania do minionych już trendów, to Moccamaster KBG 741 będzie niewątpliwie ozdobą każdej kuchni i dzięki swojej wzorniczej uniwersalności zostanie elementem tej przestrzeni, tym bardziej, że przygotowano szeroką gamę kolorystyczną, począwszy od krzykliwych żółci i zieleni po czerń i chrom. Do testów otrzymałem ekspres w kolorze czarnym o matowym wykończeniu i Konesso nie mogło wybrać lepiej – cudo!

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_3

Do budowy ekspresu wykorzystano głównie stop aluminium i tworzywa wolne od BPA. Jakość użytych materiałów jest bardzo wysoka, a ich spasowanie dokładne i estetyczne. Podgrzewanie wody odbywa się z pomocą miedzianego elementu grzejnego, dzięki czemu woda pobierana ze zbiornika ulega szybkiemu podgrzaniu, które jest realizowane małymi porcjami. Grzałka oraz pozostałe elementy elektroniczne umieszczone są w aluminiowym korpusie, nad którym umieszczono zbiornik na wodę. Zbiornik wykonany jest z tworzywa, a na jego froncie umieszczono czytelną podziałkę, która pozwala na wlanie pożądanej ilości wody.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_4

Ze zbiornika wyprowadzono coś, co tak odróżnia Moccamastera od innych ekspresów przelewowych. Mowa tutaj o głowicy zraszającej, w której wykonano 9 otworów zapewniających równomierne polewanie całej powierzchni kawy wodą o temperaturze od 92 do 96 st. C. Zraszanie odbywa się porcjami, a strumień wody jest delikatny i nie dochodzi do zbyt silnego wzburzania zmielonych ziaren.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_6

Zaparzanie kawy odbywa się poprzez grawitacyjny przepływ wody przez kawę i papierowy filtr, umieszczonych w plastikowym driperze. Do parzenia kawy w tym ekspresie wykorzystujemy standardowe trapezowe filtry w rozmiarze 4. Polecam używanie oryginalnych filtrów firmy Technivorm lub Melitta ze względu na dobrą przepuszczalność i neutralność zapachową. Ponadto driper wyposażony jest w blokadę kapania, która zwalnia się po umieszczeniu pod nim szklanego dzbanka na zaparzoną kawę.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_11

Dzbanek pomieści maksymalnie 1,25 litra, co stanowi również maksymalną przewidzianą ilość przypadającą na jedno parzenie. O samym dzbanku nie warto by było się zbytnio rozwodzić, gdyby nie jedno sprytnie pomyślane rozwiązanie. Z pokrywki dzbanka, prawie do samego dołu prowadzi coś na kształt lejka, który dostarczając zaparzoną kawę na samo dno sprawia, że płyn w trakcie zaparzania ulega ciągłemu, samoistnemu mieszaniu, tym samym, zapobiegając warstwowaniu.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_8

Funkcjonalność i wrażenia z użytkowania

Nic tak mnie nie cieszy, jak chwila spokoju i perspektywa filiżanki kawy. Czasami zadaję sobie pytanie czy bardziej lubię kawę pić, czy może jednak większą radość czerpię z samego jej przygotowania. Myślę, że w moim przypadku, zarówno efekt końcowy, jak i sam proces stanowią nierozerwalną całość – trudno przecenić moment otwarcia paczki, kiedy nozdrza bombardują wspaniałe aromaty albo kiedy świeża kawa cudownie pachnie w trakcie preinfuzji… Tych wspaniałych momentów w trakcie przygotowania jest więcej i kiedy mam czas trudno mi z nich zrezygnować…, no właśnie, kiedy mam czas. W porannym biegu lub, kiedy trzeba zrobić dużo kawy dla wielu gości, cały proces staje się uciążliwy, bo presja czasu nie pozwala na docenienie detali. Nie jestem też z tych, którzy muszą wypić kawę za wszelką cenę i jeśli zaśpią, i nie uda się im wypić porannej kawy, to wypiją nawet coś dziwnego z automatu (i nie chodzi mi bynajmniej o ekspres automatyczny) – mnie wtedy wystarcza sok lub po prostu woda. Kiedy czas nagli, a każdy nagle coś od Ciebie chce, ekspres przelewowy jest nieoceniony – kilka minut i mam kawę dla siebie i dla spragnionych kofeiny gości.

moccamaster_test_rynek_kawy_coffeetribune_10

Właściwie całość obsługi ekspresu ogranicza się do napełnienia zbiornika wodą, wsypania kawy i włączenia ekspresu przyciskiem. W zależności od ilości wlanej wody cały proces będzie trwał maksymalnie 6 minut, a płyta grzejna zadba, żeby zaparzona kawa miała temperaturę w przedziale od 80 do 85 st. C. Moc płyty grzejnej można regulować przyciskiem umieszczonym na lewo od przycisku włączania. Jedyne, czego mi zabrakło w tym przypadku, to możliwość całkowitego wyłączenia płyty – dla małych porcji dodatkowe podgrzewanie wydaje się zbędne, a jak już wspomniałem wyżej, podgrzewanie kawy to nic dobrego. Zapominalskich i wiecznie roztargnionych na pewno ucieszy fakt, że ekspres wyposażony jest funkcję automatycznego wyłączania.

Pierwszego parzenia dokonałem bez zbędnych ceremonii. Chciałem przekonać się, jak ekspres sprawdzi się w rękach kogoś, kto lubi kawę, ale nie chce poświęcać na jej przygotowanie więcej czasu niż to konieczne. Woda, kawa na oko i pozwoliłem sobie tylko przepłukać filtr gorącą wodą. Włączyłem ekspres i po krótkiej chwili kawa była już gotowa. Znam wiele osób, które cenią sobie dobrą kawę i są wybredne w tym względzie, ale za nic w świecie nie chcą przekonać się do manualnych sposobów parzenia, jak wszelkiego rodzaju dripery, czy Aeropress. Nie wyobrażają sobie siebie stojącego z konewką nad czymś, do czego trzeba wlewać ściśle określoną porcję wody i jeszcze w dodatku wszystko ważyć.

Zaparzona kawa była bardzo gorąca, zdecydowanie należało odczekać chwilę przed pierwszym łykiem. Jeszcze przed spróbowaniem, nadzieję na dobre rezultaty podsycał aromat wydobywający się z dzbanka – napar z Kolumbii El Bolo pachniał pięknie – miodem i cytrusami. Jak na pierwsze parzenie również i odczucia smakowe były bardzo pozytywne. Kawa miała odpowiedni balans – z jednej strony wyraźna słodycz miodu gryczanego, a z drugiej – rozświetlająca całość – lekka kwasowość różowego grejpfruta.

Po dłuższych testach jestem pozytywnie zaskoczony, jak niewiele działań z naszej strony trzeba, aby zaparzyć naprawdę dobrą, zbalansowaną kawę. Wystarczy ekspres, który zapewni optymalne parametry parzenia i wysokiej jakości, świeża kawa, w tym przypadku Kolumbia El Bolo z palarni Butterworth&Son.

Jak wyciągnąć więcej z mojego Moccamaster’a?

Moccamaster, to automatyczny ekspres, ale jeśli macie chwilę czasu i tak jak ja lubicie się bawić parametrami, i wyciskać z kaw, które parzycie całą dobroć, to na pewno zainteresuje Was, jak można dodać swoje trzy grosze i jeszcze ulepszyć proces zaparzania.

Nawet jeśli nie mam dłuższej chwili, to warto nie zaniedbywać przelewania filtra gorącą wodą. Niestety nie ma filtrów papierowych, które byłyby w pełni neutralne dla parzonej kawy i dlatego przelewanie ich przed rozpoczęciem procesu jest absolutnie konieczne. Gdy już mamy gotowy filtr, możemy wsypać zmielone ziarna (zalecam proporcje 6-7 g na 100 ml wody), którą wyrównujemy i tym razem, nie zakładając na driper górnej pokrywki, włączamy ekspres. Po chwili pierwsze krople gorącej wody spadną na kawę i gdy wody nieco przybędzie, delikatnie szpatułką lub łyżką mieszamy całość około 15 sekund. Taki zabieg zapewni bardziej równomierną, zarówno ekstrakcję, jak i przepływ wody przez kawę. Następnie umieszczamy pokrywkę tam, gdzie jej miejsce i czekamy aż ekspres rozdysponuje całą wodę. Po zakończeniu polewania raz jeszcze mieszamy i pozostało nam już tylko czekać aż cała kawa spłynie na dół do dzbanka.

Podsumowanie

Użytkowanie ekspresu Moccamaster to dla mnie prawdziwa przyjemność i przez ostatnie tygodnie było to najczęściej użytkowane przeze mnie urządzenie do przygotowywania kawy. Bardzo szybko przywykłem do jego powtarzalności i do szybkości z jaką byłem w stanie zaparzyć dużą ilość ulubionego napoju, którego słodycz i aromat na pewno przypadłyby do gustu staremu Jim’owi. Myślę, że byłby zadowolony z Moccamaster’a.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to sprzęt dla każdego, bo jego kupno wiąże się z konkretnym wydatkiem i koniecznością posiadania dobrej klasy żarnowego młynka. Moccamaster’a przede wszystkim docenią osoby w ciągłym biegu, które potrafią docenić dobrą kawę i zależy im na przedmiotach o bezkompromisowej jakości, i niebanalnym wzornictwie.

Czy Moccamaster jest drogi? Myślę, że na pierwszy rzut oka można uznać ten sprzęt, za drogą ekstrawagancję, ale jeśli zadamy sobie trudu, aby go bliżej poznać, to odpowiedź nie jest już tak oczywista. Trzeba wziąć pod uwagę, że jest to sprzęt składany ręcznie w Holandii i w odróżnieniu od taniej produkcji taśmowej, taki proces produkcyjny wymaga wykwalifikowanej siły roboczej, która musi być należnie opłacana. Różnica pomiędzy kosztami pracy pomiędzy, np. Chinami a Holandią jest kolosalna i bezpośrednio przekłada się na cenę urządzenia. Warto też nadmienić, że firma Technivorm nie stosuje wybiórczej kontroli jakości – każdy egzemplarz jest testowany podczas normalnej pracy i dzięki temu jesteśmy pewni, że sprzęt na pewno jest sprawny, a na dowód jego niezawodności otrzymujemy 5 – letnią gwarancję.

Niebawem ukaże się kolejny tekst, w którym przybliżę Wam kawy z brytyjskiej palarni Butterworth&Son, które możecie nabyć w sklepie Konesso. Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie ekspresu Moccamaster KBG 741, to zapraszam do komentowania.

Dziękujemy firmie Konesso za udostępnienie ekspresu do testów!

Konesso

O autorze:

Autorem wpisu (oraz zdjęć) jest Michał Morawski z bloga o kawie CoffeeTribune.pl. Czas odmierza w filiżankach kawy, żyje o od jednej do drugiej. Mierzy, waży, wącha, siorbie i w między czasie zastanawia się co może jeszcze poprawić, co jeszcze można zrobić aby jego kawa była jeszcze lepsza… Aktywnie popularyzuje kulturę picia dobrej, świeżej kawy w swoim otoczeniu i poprzez blog chce zarazić kawą coraz to większe grono odbiorców. Na co dzień student Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, a jak akurat nie pije kawy, to włóczy się z aparatem albo sięga po książkę – w szczególności po dobrą fantastykę i klasyków austriackiej myśli ekonomicznej.

Coffee Tribune

Oprócz ekspresu Moccamaster Michał przetestował dla nas także kawiarkę TOP MOKA, który możecie przeczytać tutaj: Test kawiarki TOP MOKA

 

 Partnerem serwisu Rynek Kawy jest sklep www.bogactwokaw.pl

Recenzje kaw, które otrzymaliśmy od www.bogactwokaw.pl znajdziecie tutaj:

Jemen Mocha Matari

India Mysore

Indonesia Mandheling i Sulawesi

Australia Skybury Fancy

bogactwokaw.pl