O kawie opowiada Wojciech Machowski – właściciel palarni, roastmaster oraz bloger

Kolejna porcja wyznań osób związanych z branżą kawową. Tym razem na nasze pytania odpowiada Wojciech Machowski – właściciel palarni GoodCoffee (www.goodcoffee.pl/) i roastmaster w tej palarni, a także propagator wiedzy o kawie i bloger.


Jak podkreśla, na łamach bloga www.swiezopalonakawa.blogspot.com stara się opowiadać nie tylko o kawach, które można u niego kupić, ale także o sposobach zaparzania, kawowej kulturze itd. Bardzo miła jest dla niego świadomość że choć trochę przyczynia się do tego, by przekonać Polaków do odejścia od „kaw” rozpuszczalnych, zalewajek i kapsułek. Jeste też dumny z rosnącej społeczności fanów dobrej kawy, która jego blog regularnie odwiedza (oby było ich jak najwięcej!!!).


Twoja pierwsza kawa w życiu: czy pamiętasz, co to było? Co pomyślałeś, gdy ją wypiłeś?
Prawdopodobnie była to kultowa Ekstra Select z późnego PRL-u, oczywiście z cukrem, bo 15-latek gorzkiej nie dał rady wypić. Wspomnienia smakowe, jeśli były, do dziś wyblakły. Pamiętam za to aż za dokładnie długie kolejki, w których się po nią stało.


Jaka jest twoja ulubiona kawa? Jakie ziarno i jaką metodą przygotowywane? 
Ostatnio najczęściej piję kawę z aeropressu, bo ten sposób zaparzania doskonale ujawnia jej wszystkie subtelności smakowe. Ulubione ziarna to w tej chwili Amaro Gayo z Etiopii i Papua Nowa Gwinea (Whagi Valley). Ponieważ jednak wkrótce spodziewam się masowego nalotu nowych kaw z Ameryki Środkowej w mojej palarni (microloty z Salwadoru, Kostaryki i Nikaragui), na liście mogą nastąpić przetasowania.


Najgorszą kawę w życiu wypiłeś w…? 
Tzw. espresso piłem u znajomych z kapsułkowego automatu (zdaje się że firma odpowiedzialna za tę zbrodnię nazywa się Dolce Gusto)


A najlepszą kawę w życiu wypiłeś w…? 
Trudno wybrać mi tę jedyną. W pamięci mocno utkwił mi Jemen Ismaili – kwiatowy aromat i bardzo złożony smak – czekolada, drewno, tytoń i zabójczo długa końcówka. Z przeżyć późniejszych wybijają się dwie kawy z Kenii – Ndumberi i Kiandu wypite kilka lat temu (oczywiście z dripa) na kawowych warsztatach w Londynie – bardzo owocowe, bardzo winne i  świetnie zbalansowane. W związku z przyjemnością posiadania własnej palarni, wiele świetnych kaw piję w domu. Na początku roku duże wrażenie zrobił na mnie maślany w konsystencji Honey Bourbon z  microlotu w Salwadorze i obrabiana na sucho Amaro Gayo z Etiopii – słodka i przecudownie jagodowa.


Pijesz kawę, bo… 
Piję kawę, bo daje mi to ogromną przyjemność. Poza tym picie kawy to część mojej pracy, warunek konieczny, żeby przyjemność z jej picia mogli mieć inni. Zanim wprowadzę nową kawę do naszego sklepu, muszę ją najpierw przetestować, wypalić pod różne sposoby zaparzania i opisać swoje wrażenia na blogu.


Ile dziennie wypijasz kaw? 
Staram się nie przekraczać trzech (chyba że akurat testuję nowe kawy): espresso – a potem najczęściej jeszcze dwa razy aeropress (albo aeropress i drip).


Najlepsza kawiarnia, w jakiej byłeś? 
Bardzo lubię Monmouth Cafe w Londynie, bo mimo rosnącej popularności od lat utrzymują tam wysoki poziom. Jeśli chodzi o Warszawę, to w kawiarniach piję kawę rzadko, ale mam miłe wrażenia z Filtrów na Ochocie.


Idealna kawiarnia powinna… 
Idealna kawiarnia powinna oferować kawy od najróżniejszych palarni, poszukiwać, wprowadzać nowości i nie bać się eksperymentów. Może zamiast przepalonych na włoską modę mieszanek z robustą, warto poszukać świeżo palonych mieszanek czy singli o nieco subtelniejszym smaku.


Idealny barista powinien… 
Idealny barista powinien – poza świetnym warsztatem obejmującym wszelkie możliwe sposoby zaparzania, mieć też wiedzę i dar opowiadania o kawie w ogóle – smaku, aromacie, sposobach obróbki, odmianach – wiedzieć co to Pacamara, Geisha czy SL-34.


Z branżą kawową związałeś się, bo…
Z branżą kawową związałem się, bo od dziecka fascynowały mnie różne smaki, przyprawy, uwielbiałem i nadal bardzo lubię gotować, próbować nowych rzeczy – i tę wrażliwość na smak postanowiłem dziesięć lat temu twórczo wykorzystać. Było też w tym trochę przypadku – gdyby nie podróż do Gwatemali i spotkanie Johna z Crossroads Cafe w Panajachel, być może GoodCoffee by dziś nie było.